Gdy nawiedza blokada twórcza – czyli gdzie byłam, gdy mnie nie było

Muszę przyznać, że do pisania tego wpisu zbierałam się od miesiąca. Ostatnio mało mnie tutaj. Wróć! Ostatnio praktycznie nie ma mnie w sieci i usunęłam się gdzieś w cień internetowego świata. Przyznam szczerze, że tak bardzo chciałabym napisać, że w międzyczasie dużo się działo, ale tak naprawdę moje życie toczyło się po prostu własnym, spokojnym torem. Gdy nawiedza blokada twórcza bloger z krwi i kości zaczyna panikować. Tymczasem ja się jej poddałam i zniknęłam z sieci. No dobrze, ale gdzie byłam, gdy mnie nie było? I dlaczego przestałam publikować wpisy w sieci? O tym przeczytacie niżej (jeżeli macie tylko na to ochotę).

Dlaczego uciekłam z sieci?

Nie będę również ukrywać, że chciałabym być jak najbardziej szczera, ale sklejenie zdań w obecnym momencie przychodzi mi z ogromną trudnością. Chyba po prostu się odzwyczaiłam od układania liter w wyrazy, a tych w sensowne zdania. Przyszła pewnego rodzaju blokada, która powstrzymuje mnie przed pisaniem.

W pewnym momencie (czyli około w połowie grudnia) poczułam się zmęczona. Nie miałam siły na dalsze dzielenie pracy, studiowania i blogowania na pełnej. Potrzebowałam odpoczynku, ale nie miałam na niego zbyt wiele czasu. To wszystko odbiło się na moim zdrowiu i poważnym zapaleniu na przełomie grudnia i stycznia.

Zwolniłam. Doszłam do wniosku, że nie warto nadstawiać własnego zdrowia, aby odhaczać kolejne listy zadań, które miałam zapisane do zrealizowania.

Wypaliłam się. Nie widziałam sensu w pisaniu, dzieleniu się przemyśleniami i tym, co się dookoła dzieje. Zwątpiłam też w to, czy moje prowadzenie bloga, to całe moje blogowanie ma jakikolwiek sens. Zamknęłam się w jednej kategorii, której starałam się trzymać. Ciągle starałam się wymyślać tematy związane z pisaniem i prowadzeniem social Media. Każda wolna chwila była przepełniona ogarnianiem mojego czasu wolnego, którego było niewiele. Każda minuta musiała być zaplanowania.

Dodatkowo każdy wpis musiał być dopracowany do perfekcji. SEO musiało się zgadzać, a ja nie opublikowałabym niczego, co nie zostałoby milion razy sprawdzone i poprawione. Wpadłam w błędne koło.

Coś się zmieniło

Przymusowe zwolnienie lekarskie zmusiło mnie do zatrzymania się. Mimo, że tego nie chciałam byłam uziemiona w domu. Po prostu bez sił zakopałam się pod pierzyną i zaczęłam słuchać siebie i swoich potrzeb.

Na nowo zakochałam się w czytaniu książek. Zaczęłam pochłaniać kolejne pozycje i czerpać przyjemność z tej czynności. Zainteresowałam się również ideą less waste, minimalizmem i dzięki książce Agnieszki Krzyżanowskiej z Agnes on the cloud moją uwagę przyciągną esencjalizm.

Obecnie porządkuję swoja życie osobiste i przestrzeń, która mnie otacza. Porządkuję również media społecznościowe i staram się wyeliminować to wszystko, co sprawia, że czuję się z tym niekomfortowo.

Uwierzyłam też w siebie i swoje umiejętności. Zdałam sesję w pierwszym terminie bez poprawek i mogłam się cieszyć miesięcznymi feriami (oczywiście ciągle pracuję, ale mogłam odetchnąć od zajęć i zjazdów).

Co dalej?

Nie wiem. Trudno zarysować mi plan przyszłości. Moje priorytety zaczęły się zmieniać.

Jestem pewna, że chcę dalej pisać, ale nie chcę ograniczać się w jednej kategorii, która stanie się moim więzieniem. Nie chcę czuć jakiejkolwiek presji (a do tej pory narzucałam ją sama sobie) związanej z blogowaniem: pisanie codziennie, co drugi dzień, SEO, Newslettery i inne bajery.

Chcę móc tworzyć i wyrażać siebie. Chcę również poznawać Was lepiej i być po prostu sobą.

Jeżeli tylko będę potrafiła to z chęcią podzielę się tym, co dobre, wiedzą, ciekawą książką, czy przemyśleniem, które pojawi się gdzieś w mojej głowie.

Chyba można to nazwać lifestylem, prawda?

Nie wiem też, co stanie się z grupą na Facebooku. Na ten moment nie jestem w stanie wygospodarować czasu, by ją ogarnąć w sensowny sposób. Szkoda mi jednak ją usuwać i blokować. Może macie jakieś pomysły?

A na zakończenie

Chciałam podziękować tym, którzy odzywali się do mnie i pytali, czy wszystko w porządku.

Potwierdzam, że żyję, chociaż nie ukrywam, że to był trudny, ale potrzebny czas.

Dziękuję też tym, którzy czytają ten wpis. Został napisany od serca. Bez jakichkolwiek zasad, które mogłyby spowodować, że dotrę do większej liczby odbiorców.

Czułam, że jestem Wam winna kilka słów informacji. Mam nadzieję, że po prostu zrozumiecie (o ile tu jeszcze jesteście).

Także no! Mam nadzieję, że wracając na studia odblokuję swoje twórcze pokłady i będę pojawiać się tutaj częściej.

I jeszcze raz, tak po ludzku, po prostu dziękuję 🙂

Przeczytaj również