Jaki był luty 2018?

Jaki był luty 2018? – podsumowanie miesiąca

Były już cele na marzec. Teraz pora na krótkie, kulturalne podsumowanie lutego. Z racji tego, że blogowo nie mam nic do napisania (ostatni raz wspominam o mojej przerwie), to dzisiaj zasypię serialem, filami i książkami. Jaki był luty 2018? Krótki, intensywny i pełen pracy. Co warto obejrzeć lub przeczytać?

Książki

  • Włam się do Mózgu – Radosław Kotarski 

Książka, którą warto czytać partiami, wolno i z zastanowieniem. Każdy rozdział dotyczący nowego sposobu przyswajania wiedzy uczył czegoś nowego, zaskakiwał i wskazywał błędy moich młodszych lat. Wybrałam swoje ulubione metody i powoli uczę się ich stosować w nauce języka angielskiego. Przyznam się, że już zauważyłam różnicę. Pierwszy raz zdarzyła się rzecz niesłychana. Nauka nowych słówek przychodzi mi o wiele łatwiej, szybciej i skuteczniej. Nie męczę się przy nauce i wypracuję swój najlepszy sposób, który nie męczy i nie nudzi.

  • Insulinooporność – Dominika Musiałowska

Nie, nie mam zdiagnozowanej insuliooporności. Książkę kupiłam z czystej ciekawości. Czy warto? Moim zdaniem tak. Dla mnie była ona dawką ogromnej motywacji. Znalazłam tam kilka przydatnych porad dla siebie i nauczyłam się czegoś nowego w kwestii zdrowia i zbilansowanej diety. Książka otworzyła mi oczy na fakt, że każdy z nas jest inny. Nie możemy wrzucać każdego do jednego worka i sypać bez zastanowienia złotymi poradami, które mogą jedynie zdołować. A i jeszcze jedno – badajmy się i słuchajmy swojego organizmu. Myślę, że warto.

  • Luz. I tak nie będę idealna. – Tatiana Mindewicz-Puacz

Ciekawe historie, w których możemy odnaleźć siebie. Książka jest zdecydowanie dla kobiet. Trochę o tym, co wpływa na kształtowanie naszej osobowości. Zastanawiający jest fakt, że nawet, gdy druga osoba chce dla nas dobrze, to może odbić się to na nas negatywnie. Oprócz tego, że dostrzegłam kilka rzeczy nad którymi muszę popracować, to zauważyłam, jak moje dobre intencje mogą być postrzegane przez drugą osobę. Jakiś wniosek? Szczera rozmowa i rozwiązywanie wszelkich niedomówień musi odbywać się natychmiastowo. Niby oczywiste, ale czasami skomplikowane.

  • Codziennie fit – Marta Hennig

Książka na jeden wieczór. Idealna dla tych, którzy rozpoczynają przygodę z aktywnością fizyczną. Dedykowana dla osób, które chcą zmienić swoje podejście do życia, chcą popracować nad swoim ciałem i zrobić to zdrowo. Podoba mi się fakt, że autorka podkreśla, aby działać z głową. Proste opisy ćwiczeń i porady związanych z odżywianiem. Dla mnie była to kolejna dawka motywacji i inspiracji, do której będę powracać przy chwili zwątpienia. A jeżeli nie znacie Marty to chyba pora zajrzeć na jej bloga.

Serial

  • Orange Is the New Black

Tutaj przepadłam. Za każdym razem, gdy widziałam serial jako proponowany myślałam – nie lubię takich klimatów. Potem odpaliliśmy pierwszy odcinek, drugi, trzeci… i obecnie kontynuujemy oglądanie 3 sezonu. Akcja rozgrywa się w więzieniu, gdzie główna bohaterka trafiła po 10 latach od jednorazowo popełnionego przestępstwa. Nie sądziłam, że taka tematyka przypadnie mi do gustu. Nie myślałam, że serial sprawi to zachowanie rodem z memów – “Jeszcze jeden odcinek i idę spać“, a potem przepadam na kilka godzin. Jest to pierwszy serial, który sprawił, że najpierw kogoś nienawidzę, a potem zaczynam uwielbiać. Dziwne uczucie. Jeżeli chcecie swój czas “stracić” na oglądanie jakiegoś serialu, to ten gorąco polecam.

Filmy

  • Nowe oblicze Greya

Tak, byliśmy w kinie, tak samo jak na każdej poprzedniej części. Tutaj przyznam, że czuję rozczarowanie (matko – jak można czuć rozczarowanie wobec takiego filmu). Ja głupia myślałam, że będzie więcej akcji. Tak, swojego czasu przeczytałam wszystkie części. Jedno jest pewne. Ten wieczór w kinie spędziłam w najlepszym towarzystwie. A to też się liczy, prawda? Poza tym aż ciśnie mi się na klawiaturę nowy post o zachowaniu niektórych osób podczas seansu. Pierwszy raz od dawna spotkałam się z taką sytuacją.

  • Cudowny chłopak

Jeden z najbardziej wzruszających filmów, które ostatnio widziałam. Seans minął bardzo szybko i poruszył moje serce. Jeżeli jesteś rodzicem, to pamiętaj, aby uczyć dziecko empatii do innych. I wiem, że niektóre zachowania mogły być przesadzone, ale sama pamiętam z lat szkolnych jak dzieciaki potrafią być okrutne. Sama w przyszłości, kiedy tylko pojawi się nowy członek rodziny będę starała się wychować go na człowieka “dobrego” (jakkolwiek to głupio brzmi, to chyba wiecie, o co mi chodzi). Ogólnie wychodzę z założenia, że dobro wraca. Więc bądźmy dobrymi ludźmi, no! 🙂

  • Zanim się pojawiłeś

Nazwę to romasidłem. Ale wiecie co? Było to takie romansidło, które mi się spodobało i spowodowało potok łez. Od czasu do czasu muszę się nakarmić taką produkcją. W końcu jestem kobietą i mogę. Prawda? Jeżeli poszukujecie pięknej, romantycznej historii, z niekoniecznie szczęśliwym (a może i szczęśliwym) zakończeniem to szczerze polecam. Znajdziecie go na Showmax, a my ostatnio skorzystaliśmy z rocznej, darmowej promocji (dla posiadaczy numeru telefonu w sieci Play).

  • Maria Skłodowska-Curie

Może nie jestem jakoś specjalnie wymagająca, ale był to kolejny film, który mi się spodobał. Sam fakt, że Maria została przedstawiona jako kobieta z krwi i kości, kobieta, która ma prawdziwe uczucia i realnie żyje. Wiecie, że jeszcze niedawno studiowałam chemię, więc patrzyłam też na wszystko w kontekście naukowym. Podziwiam fakt, że można aż tak poświęcić się życiu zawodowemu i jednocześnie starać się je łączyć z tym osobistym. Podziwiam jej odwagę i upór w dążeniu do celu.

Jaki był luty 2018, czyli pozostałe filmy, które udało mi się obejrzeć (niekoniecznie warte 

  • Geostorm – coś dla fanów kina katastroficznego, banalna fabuła i zakończenie. W niektórych momentach kogoś mocno poniosło. No, ale kto, co lubi.
  • Paradoks Cloverfield – chyba Science – Fiction to nie mój konik. Jednak jeżeli lubicie wszystko, co związane z kosmosem, potworami i dziwnymi sytuacjami to śmiało.
  • Dzień dobry, kocham Cię! – polska komedia romantyczna. Jestem zdecydowanie na nie. Prosta fabuła, przewidywalna i w sumie ani razu się nie zaśmiałam. Idealna na tak zwane wyłączenie szarych komórek. Chociaż czasami i to jest potrzebne.

Krótkie podsumowanie

Jaki był luty 2018? A no jak widzicie był pełen filmów i książek. Jeden serial skradł moje serce. Dla wytrwałych przyznam się jeszcze, że dzięki Oldze z Z neta wzięte zaczęłam oglądać Botoks. O tak, dla pośmiania się i sprawdzenia, czym się różni od wersji kinowej. Dla ciekawskich przyznam, że jest odrobinę lepiej i w końcu zrozumiałam niektóre wątki. Wielką ulgą jest fakt, że te krwawe i brutalne sceny pojawiają się rzadziej i jest to nawet do zniesienia. Czy polecam? Nie, możecie sobie darować.

A jaki był luty 2018 blogowo? Było ubogo, ale to wiecie. W następnym miesiącu chcę Wam przygotować oddzielne, blogowe podsumowanie. Chcę w kwietniu spojrzeć w lustro i powiedzieć. Dałaś radę moja droga! Chcę, by było produktywnie, ale też trochę na luzie.

Nie męczę już mnogością znaków (trochę się rozpisałam). A jaki był luty 2018 u Was? Napiszcie, co przeczytaliście i jakie filmy oraz seriale polecacie? Chętnie obejrzę coś nowego i nieznanego. Jestem otwarta i gotowa na wszystkie propozycje. Nie boję się eksperymentować  i sprawdzać. Dajcie znać w komentarzach.

 

PS: Jesteś ciekawy jaki był styczeń 2018? Kliknij tutaj i zobacz, jakie książki, filmy i seriale polecam.

Przeczytaj również