O długiej przerwie w blogowaniu

Zbieram się do napisania tego wpisu milionowy raz. Dosłownie. Czekajcie, czekajcie… kiedy ja cokolwiek ostatnio napisałam? Może przemilczmy to wirtualnymi, trzema kropami zadumy. Oto i jestem. W moim życiu trochę… sporo uległo zmianie (chyba zapomniałam też jak się pisze). Myślę, że należą się Wam chociaż minimalne wyjaśnienia. Dlaczego mnie nie było? Ten wpis wyjaśni chociaż trochę. Dzisiaj przekazuję Wam więcej niż kilka słów o długiej przerwie w blogowaniu. Jesteście gotowi na prawdę? Zaczynajmy!

Zbieram się do napisania tego wpisu milionowy raz. Dosłownie. Czekajcie, czekajcie… kiedy ja cokolwiek ostatnio napisałam? Może przemilczmy to wirtualnymi, trzema kropami zadumy. Oto i jestem. Jestem sobie ja, taka sama, jednak w moim życiu trochę… sporo uległo zmianie (chyba zapomniałam też jak się pisze). Myślę, że należą się Wam chociaż minimalne wyjaśnienia. Dlaczego mnie nie było? Ten wpis wyjaśni chociaż trochę. Dzisiaj przekazuję Wam więcej niż kilka słów o mojej długiej przerwie w blogowaniu. Jesteście gotowi na prawdę? Zaczynajmy!

 

Gdy zdrowie wysiada i człowiek jest przemęczony

To jest temat, który chcę poruszyć w jak najmniejszym zakresie, dlatego to robię szybko i zwięźle. Ciągła senność i zmęczenie zmusiły mnie do wizyty u lekarza. Obecnie jestem na etapie diagnozy dotyczącej hormonów, a co kilka dni walczę z ogromną sennością. Czasami gdybym mogła przespałabym większość dnia, a to nie pomaga.

 

Odpowiedzialność, czyli cholerny autorytet

Dla niektórych z Was stałam się autorytetem i to dosłownie. Czy to źle? Nie wiem. Nigdy nie myślałam, że moje zdanie będzie dla drugiego człowieka aż tak ważne. Nigdy też nie sądziłam, że ktokolwiek będzie dokonywał wyborów na podstawie mojej opinii (nie licząc sytuacji  związanej z najbliższymi). To dla mnie ogromna odpowiedzialność. Odpowiedzialne blogowanie jest cholernie trudne. Odpowiedzialne dawanie porad i przedstawianie swojego zdania. Przeraziły mnie prośby, które dotyczyły poruszenia spraw na których się nie znam. Trochę przerosły mnie oczekiwania wobec tego bloga i to nie tylko ze strony czytelników, ale najbardziej z mojej strony. Wpadłam w koło perfekcjonizmu i nic, dosłownie nic z tego, co robiłam i tworzyłam mi się nie podobało. Podkreślę, że nie jest to przyjemne uczucie.

 

Inni wiedzą lepiej – błędne koło

Gdy próbujesz podążać własnym tempem będąc w zgodzie z samym sobą, to i tak mimo tego, że jesteś skoncentrowany na sobie, pojawią się inne osoby (najczęściej bez wiedzy w temacie) i zaczynają Cię pouczać: publikuj codziennie, publikuj co dwa dni, najlepiej dodawać 3 zdjęcia dziennie na Instagrama… inaczej się nie liczysz. Ja wiem, że każdy kto tworzy chce mieć odbiorców. No ja także. Ale życie to nie lajki i ciągle rosnące statystyki. Przecież tak idzie zwariować. I mimo tego, że nigdy nie narzekałam na zainteresowanie dotyczące bloga, to ciągle czułam niedosyt. Musiałam mocno się zatrzymać i zastanowić. Bo takie życie to nie jest życie. To męczarnia, albo zabawa, która nie ma sensu.

 

Dystans i odpoczynek

Potrzebowałam odpoczynku. Potrzebowałam zdystansowania się i posłuchania samej siebie. Wszystko to bez ingerencji osób trzecich, bez motywowania lub ganienia. O mojej długiej przerwie w blogowaniu mogłabym pisać wiele. Niektórych rzeczy napisać po prostu nie chcę. Odpoczynek od wirtualnego świata jest super. Mój się przeciągnął w czasie. Dopiero od dwóch – trzech tygodni zaczęłam czasami przeglądać Facebooka lub Instagrama. Ta długa przerwa oduczyła mnie ciągłego myślenia o tym, co by tu opublikować. Uwolniłam się 🙂

 

O długiej przerwie w blogowaniu – czy to koniec?

Czy to koniec mojego odpoczynku? Nie dam Wam stuprocentowej gwarancji. Wiem natomiast jedno. Cały czas zastanawiam się, jak to wszystko ma wyglądać. To znaczy mam na myśli bloga, moje wirtualne dziecko. Jestem pełna obaw i codziennie myślę czy to, co robię w sieci ma jakikolwiek sens.

I wiecie co? Ne chcę żeby ten post został odebrany jako żalenie się. Może jest to pewnego rodzaju spowiedź przed Wami, jako odbiorcami tego, co robię. Chyba jednak to właśnie szczerość jest najważniejsza. Prawda? A życie nie składa się w stu procentach z chwil wzniosłych i radości. Czasami trzeba się zatrzymać.

I wiecie co? Czas wziąć się w blogową garść i małymi krokami ruszyć do przodu. Przecież to ja pisałam Wam Dlaczego warto blogować, pisałam Jak zabić własnego hejtera. To ja starałam się pchać do działania. Czy możecie napisać jak radzicie sobie z takimi chwilami zwątpienia? W jaki sposób się dystansujecie? Może chcecie się podzielić spostrzeżeniami? Byłabym wdzięczna, bo to byłby najlepszy prezent dla mnie od Was tego pochmurnego dnia.

 

Także  no… do napisania szybciej niż za kolejne dwa i pół miesiąca!

Bądźcie kreatywni i nie dajcie się wirtualnemu światu tak, jak ja 🙂