Pierwszy raz na siłowni

Po raz setny w tym roku stanęłam przed lustrem i się załamałam. I nie piszę tutaj nawet o tych samych nadprogramowych kilogramach. Przeprowadzony rachunek sumienia zabijał powoli moje serce. Wnioski, jakie wysnułam były następujące: brak kondycji (jakiejkolwiek), złe samopoczucie (zła dieta), ciągła senność i (o zgrozo) wypadające włosy. Tym razem gadanie i psioczenie zamieniłam w działanie i dzień później byłam już dumną posiadaczką karnetu na siłownię opłaconego na dwa miesiące z góry (tak, żeby nie zrezygnować od razu). Jeżeli kiedykolwiek tak jak ja pomyślisz, że najwyższa pora ruszyć cztery litery, to bądź świadomy tego, że już niedługo czeka Cię pierwszy raz na siłowni, albo inna aktywność (ale wpis nie będzie o tym). Jakich błędów nie popełniać? Jak nie zostać pośmiewiskiem? Chciałabym napisać – po pierwsze nie bądź mną. Tylko dlaczego?

Za lekka torba, tylko czego zapomniałam?

Pełna ekscytacji postanowiłam spakować się dzień wcześniej. Buty mam, strój jest, woda, biustonosz sportowy, kosmetyki – nie no, jestem gotowa! Rano jeszcze przejrzałam zawartość i utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem gotowa (psychicznie było inaczej).  Po pracy powtarzałam w duchu – będzie dobrze. Pierwszy raz na siłowni? Co to dla mnie! Wskoczyłam w sportowe wdzianko i zorientowałam się, że zapomniałam ręcznika. Ręcznik to podstawa! Na szczęście na sali były dostępne jednorazowe materiały do przetarcia sprzętu.

Kluczyk do szatni to podstawa!

Dostałam kluczyk do mojej szafki. Po prostu nie wiem, jak bardzo byłam zmęczona i nie odnotowałam w głowie, że każdy kluczyk jest przypisany do konkretnej szafki. Podeszłam do pierwszej z brzega, trochę się nakombinowałam i ją otworzyłam. To nie wszystko. Działając w błogim przekonaniu, że wszystko jest w porządku poszłam się przebrać zamykając szafkę. Wracam, a zamek nie działa. Ale jak to? Przekręcam, majstruję i… dopiero tutaj nadeszła ta chwila chwały i olśnienia. Przecież dostałam kluczyk do szafki 101, a nie 139.  Bingo! Skończyło się przebieżką na recepcję, spalonym burakiem na twarzy i śmiechem z samej siebie.  Nie pytajcie co miałam w głowie. Zaćmienia zdarzają się nawet najlepszym! Na szczęście szafka, do której się włamałam była pusta.

Pierwszy raz na siłowni - czy jest taki straszny?

Ja kontra bieżnia, czyli głośniej zamiast szybciej

W tym momencie proszę Was, abyście zapomnieli o tym, że jestem blondynką. Musiałam być bardzo zestresowana całą sytuacją. Ja, wysiłek fizyczny, dookoła same obce osoby (dobrze, że mój luby wspierał mnie obok). Dumna z tego, że uruchomiłam bieżnię próbowałam przyspieszyć tempo. Naciskam, naciskam i naciskam i… nic! Nie przyspiesza. Zero reakcji. Cudownie! I wiecie, co się okazało? Przyciskałam opcję zwiększenia dźwięku w słuchawkach podłączonych do bieżni. Zdecydowanie to nie był mój dzień.

Kochanie – ten rowerek nie działa!

Nie samym bieganiem żyje człowiek. Postanowiłam wypróbować jak działa rowerek. Przede mną pewnie ćwiczył jakiś bardzo wysoki człowiek, bo nogi ledwo sięgały do pedałów. I próbuję to ustawić i siłuję się i wiercę, kręcę. Miałam podobno pociągnąć wajchę i “będzie ok”. Okazało się, że na tym jednym rowerku wajchy nie ma, nie ma też możliwości regulacji. Przesiadłam się dumnie na sprzęt obok i zadziałało. Jesteście dumni? Bo ja bardzo!

Pierwszy raz na siłowni – wyluzuj!

Jeżeli szukaliście tu porad czysto technicznych, to musicie mi wybaczyć. Chciałam tak tylko napisać, że jeżeli jest to Twój pierwszy raz na siłowni, to nie przejmuj się. I tak nikt Ciebie zapamięta (chociaż myślę, że Pani od kluczyka będzie mnie miała w głowie jeszcze przez jakiś czas).  Nie patrz się na innych i skup się na sobie. Gorzej niż ze mną na pewno nie będzie.

Jeżeli jednak jesteś wyjadaczem, lub stałym bywalcem tego miejsca poczynania sportu to błagam – nie osądzaj. Dla mnie, jako laika i grubaska to był naprawdę wielki stres i ogromne przeżycie. Wyszłam z mojej strefy komfortu i to dosyć solidnie. Emocje dopiero powoli będą opadać, jak również bardzo powoli będę się przełamywać. Nie chciałabym w tym wszystkim czuć się jeszcze bardziej niezręcznie.

Nie każdy może zabrać ze sobą drugą osobę jako towarzysza (chociaż to zdecydowanie ułatwia pierwszy kontakt z miejscem tak dla nas nieznanym). Potrzebujemy trochę zrozumienia i empatii. Na mnie nikt się nie gapił (chyba), nie przyglądał się, nie lustrował wzrokiem, nie wyśmiewał i chcę żyć w przekonaniu, a później  w doświadczeniu, że tak jest wszędzie.

Jesteś ciekawy, jak mi idzie, czy daję sobie radę? – Więcej informacji znajdziecie na moim Instagramie.